Idąc w nocy ulicą zawsze myślę najbardziej pozytywnie. Wieje jakby bogowie na złość dmuchali mi prosto w mordę, dając znak, bym wrócił do domu i popadł w depresję. Ale ja na złość czuję się zupełnie odwrotnie i nie pochylając głowy nie zwalniam kroku, ani nie zmieniam kierunku. Zawsze wyobrażałem sobie życie jako wzgórza. Pod górę wchodzi się trudno i długo, jest to stroma ścieżka, ale na szczycie można chwilę odpocząć, a potem zjechać w dół z ogromną radością. prędkościom i ryzykiem rozjebania się o drzewo. I tak w kółko. Może to naiwne, ale taki obraz został mi w głowie. W życiu człowieka zawsze przychodzi czas, że musi zdecydować jak będzie wyglądała jego przyszłość. Jakoś tak się złożyło, że właśnie teraz nadszedł dla mnie ten moment. A ja wciąż nie wiem, czy chcę się nadal edukować, zdobyć dobrą pracę, założyć rodzinę i jak najwięcej czasu spędzać na szczycie wzgórza żyjąc normalnie i przeciętnie, czy złapać za gitarę, napisać ogłoszenie, że szukam muzyków do zespołu, grać, komponować, tworzyć i zmarnować sobie życie oraz zginąć przed trzydziestką (jebnąć w drzewo podczas zjazdu) zostawiając swoją mordę na plakatach w pokojach dzieciaków przechodzących okres buntu. Dla mnie te dwie rzeczy są nie do pogodzenia, choć dla innych zapewne tak. W sumie żadna z tych dróg nie jest łatwiejsza, na dodatek ta druga bardziej kusząca, ale czy nie egoistyczna? "Sorry mamo, zamierzam malować sobie mordę na kolorowo, grać muzykę, której się przestraszysz, robić głupie rzeczy, zaliczać co noc (lub dzień) kilka panienek i pomylić kokę z anfą po czym wykitować zanim na mojej głowie pojawi się pierwszy siwy włos"? Trochę to głupie. Choć normalna praca i normalne życie wcale nie wydaje się mi bardziej okej, choć spotyka się z akceptacją, ze strony bliskich. Nie chcę skończyć jako facet odliczający dni do emerytury podczas picia piwka i gapienia się na meczyk, co to za życie? Jak mi nauka do matury będzie szła cały czas tak tragicznie, to wybiegnę nago na miasto z rybą wsadzoną w tyłek i zrobię z siebie gwiazdę internetu na miarę Gracjana, Baśki czy innego Luntka, po czym kupi mnie onet.pl i będę zarabiał na byciu debilem ku uciesze użytkowników internetu. To zawsze jakiś pomysł na życie!
Za bardzo się rozpisałem. Na dworze zimno, kołderka ogrzeje. Kobiety pouciekały. Trzeba przemyśleć własny egoizm i zapędy autodestrukcyjne... z uśmiechem mówię wam dobranoc i kolorowych snów!
A nie można by było wybrać drogi... pomiędzy? Nie musisz przecież wybierać TYLKO spomiędzy tych dwóch opcji przecież.
OdpowiedzUsuńCoś pomiędzy sprawia, że nie poświęca się całkiem ani jednemu, ani drugiemu. To tak jakby wiać od żony do kochanek, albo... hmmm... siedzieć z gitarą zamiast zajmować się ważnymi sprawami. Żyję na tyle długo, że zdążyłem zauważyć, iż ciężko pogodzić pasję z życiem rodzinnym. Tylko świetni ludzie tak potrafią.
OdpowiedzUsuńNo ale to nie musi być to ALBO to. Może być cokolwiek innego, niekoniecznie wypośrodkowanie między tymi dwiema rzeczami. Ludzie najróżniej sobie organizują życie. Patrz chociażby na Hołdysa, nie jest ani tym ani tym, a robi sobie co chce. Życie to niekoniecznie te dwie opcje plus jakieś wariacje w środku.
OdpowiedzUsuńJakbym miał być jak Hołdys, to bym się chyba pochlastał, choć lubię gościa. Oczywiście, że może być cokolwiek innego, ale trzeba się na coś ukierunkować, a te dwie opcje wydają mi się... najbardziej pociągające na ten moment?
OdpowiedzUsuń