Więcej milczenia, dużo więcej. I to z wyboru. Dość ciekawe uczucie, sprzyja pozytywnemu myśleniu. No, przynajmniej w moim przypadku. A prócz tego wszystko snuje się wolniej, ciszej, spokojniej. Można głęboko odetchnąć, z ulgą niemałą oczywiście. I znów powracają myśli, że najlepiej jest mi w samotności, bez bliższych kontaktów, bez zwierzeń, bez śmiechu, bez wsparcia. Jednocześnie zdaję sobie jednak sprawę z tego, iż jest to uczucie chwilowe. Taka potrzeba ukrycia się przed światem ze słuchawkami na uszach, z herbatą w jednej ręce i książce w drugiej. Teraz, kiedy wiem, że wciąż stać mnie na uśmiech, radość z wschodzącego słońca, oraz wiarę w siebie, muszę się porządnie zabrać do roboty. Wydaje mi się, iż każdy tak czasem miewa, sam siebie musi zmotywować. A jeśli nie... cóż, kolejny dowód, że jestem dziwny. Nigdy nie zrozumiem dlaczego jestem z tego dumny.