wtorek, 10 stycznia 2012

Gniew przeplatany smutkiem i euforią.

Bywają dni, że nie mam pojęcia jak nazwać swój humor. Każde słowo na określenie go jest złe. Nagle dopada mnie coś, co najłatwiej określić wkurzeniem na cały świat, ale nie jest to złe, bo pcha mnie do działania, robienia czegoś, zmian na lepsze, nie jest to też dobre, bo wcale mi nie do śmiechu, a rozmowny jestem jak ryba. Zdechła ryba. Nie jest też w jakiś sposób neutralne, bo w środku targają mną emocje. W takich chwilach najchętniej dałbym komuś w mordę, potem poleciał wyznać miłość jakiejś długowłosej piękności, następnie zagrał koncert, napisał wiersz, przejechał kilka kilometrów na rowerze i popływał w zimnej wodzie. I jak o tym myślę to się uśmiecham, i już mi lepiej, ale za chwilę znów zmarszczę czoło dostrzegając, że to niemożliwe i się zdenerwuję. Jest druga w nocy, jedyne co mi pozostaje to założyć na uszy słuchawki, ustawić głośność na maksa, włączyć muzykę, która silnie oddziałuje na emocje i zrobić sto pompek. Może to nie brzmi najlepiej, ale uwielbiam się znajdować w takim stanie. To tak jakby budziło się we mnie to, co tłumie siedząc przed kompem i czytając jakieś pierdoły, czy oglądając idiotyczne obrazki przez kilka godzin. Bo czasem w człowieku budzi się człowiek i przestaje się być roślinką gapiącą się w ekran. Tak więc puszczamy muzykę i do roboty!

1 komentarz:

  1. Nick Cave... Lubię bardzo! :)

    http://anjeszka.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń